12 kwietnia
Klęska żywiołowa w Wenezueli
Między stolicą Wenezueli, Caracas, a morzem wznosi się na wysokość około 2000 metrów góra o nazwie El Ávila. Wąski pas wybrzeża po jej północnej stronie jest gęsto zaludniony. Znajduje się tam główny wenezuelski port lotniczy. Aby stamtąd dostać się do Caracas, turyści muszą przejechać przez tunel wykopany właśnie wewnątrz tej góry. Po ulewnych deszczach w grudniu ubiegłego roku nasiąknięta wodą El Ávila nie wytrzymała. Gdy spływały z niej tysiące metrów sześciennych wody, jej zbocza zaczęły się rozpadać. Potoki wody i błota, niosące ze sobą głazy i powalone drzewa, zalewały domy — zarówno chatki, jak i wille. Porywały łóżka, lodówki, telewizory, a nawet ludzi. Pewien starszy człowiek wyznał, iż myślał, że to koniec świata. Po jakimś czasie deszcz ustał i wody powodziowe zaczęły opadać. Szacowano, że mogło zginąć około 50 000 osób, a 400 000 straciło dach nad głową. Nie bez przyczyny więc katastrofę tę nazwano „najgorszą klęską żywiołową w historii Wenezueli”. Do dzisiaj Wenezuela jak i jej mieszkańcy odczuwają skutki tej tragedii.
Dodaj swój komentarz